W następnych dniach powstawały następne i były wręczane kolejnym dzieciakom na tych samych zasadach. Żadne dziecko tego lata nie wyjechało z ośrodka bez ptaszka. Dzieciaki Go uwielbiały a Tato bardzo kochał dzieci i miał szczególny dar obcowania z nimi.
Opowiadał mi, że już jako mlody chłopak , krótko po wojnie wyczarowywał z drewna łączonego ze skórą łyżwy dla dzieciaków z podwórka które zadowolone śmigały na nich po lodowisku również zrobionym przez Tatę.
Odszedł podobnie jak Mama o wiele za wcześnie ale i tak jestem szcęśliwa , że moje dzieci mogły z dziadkami tak długo obcować i czerpać z ich mądrości, wiedzy i doświadczeń.
Każdego lata wysyłałam swoje dzieciaki do Rodziców na wakacje będąc spokojna nie tylko o ich fizyczne bezpieczeństwo lecz również pewna że w najlepszy z możliwych sposóbów zostanie wzbogacona ich psychika i talenty.
Ptaki to wbrew pozorom nie ptaszki Taty, które również goszczą w każdym domu naszej rodziny i przyjacół (zrobił ich setki) , były sprzedawane w Skansenie w Klukach niejednokrotnie ratując mój budżet a w końcu doczekały się wystawy w Koronowskim domu kultury. Jacy byliśmy wtedy z Niego dumni :))!
Ptaki to wreszcie nie kolekcja moich sów (w tym ta żywa;)!), ktore zbieram od ponad 20 lat a Tato powiększył ich stado o kilka egzemplarzy (fotki powyżej- nie lubił ich rzeźbić , zrobił to na moją prośbę) - dziś bawi sie nimi i podziwia MickeY.
Ta czerwona , to od Misia na moje 50-te urodziny- prawda, że super???
Prezent od Baśki!!! Dzieki! Przywozi mi je z każdej podróży a odbywa ich wiele.
Dzieło Megi ! Bardzo dla mnie cenne!!! Zdobi "Milówkę"
Ta, od Mamy, zwykła rekawica do garów!
Ta , ciężka, taszczona z mojej wyprawy z dzieciakami do Krakowa i Zakopanego. Pali się ślicznie. Pobyt w pensjonacie "Gronie"- sami w wielkim domu. 2- tygodnie razem. Tu po raz pierwszy Miś sprawdził sie jako doskonały przewodnik. Te jego wycieczki np. do czarnej dziury...super!
Tą dostałam od Tuni .Wykonała ją z plasteliny, jako prezent na dzień matki.
Taki sobie połączenie???
Accent!
Moje pożegnanie! Ale Sowy , to sowy! I co tu gadać!
PTAKI !!! To przede wszystkim ONI moi RODZICE. Dwa łabędzie .
Sopot! To małe w wózku to ja.
Ostatni pbyt Rodziców w Słupsku. Droga do Słupska, przerwa nad jeziorem , pod Człuchowem!
Kochające się, przyjaźniące i wspierające się przez całe swoje życie. Osoby o tak różnych światopogladach? Mama głęboko wierząca ktoliczka, Tato - ateista , europejczyk już w tamtych czasach. W tym temacie zupełnie podporzadowany Mamie . Gdy odeszła Mama "umarł" i Tato. Nie pomogły moje prośby i błagania aby zechciał dalej żyć (a mógł) ani argumenty, że jest mi bardzo potrzebny. Dał mi tylko rok ciągle powtarzając jesteś twarda, dasz radę a ja chcę do Mamy. No i poszedł.
W całym swoim dorosłym życiu spotkalam tylko jescze jedną taką parę. To moi najlepsi przyjaciele.
Ludzie mówia, że czas goi wszystkie rany. Ja twierdzę że takich niestety nie a wręcz przeiwnie. Nie ma ich a mi bez nich coraz ciężej gdyż coraz jaśniej rozumiem co znaczą te dwa okrutne slowa:
JUŻ NIGDY !!!! (ileż razy chcę jeszcze o coś zapytać, zasięgnąć rady.......po prostu się przytulić!
:((( ).
Gdy Ich zabrakło nigdy już nie czułam się bezpiecznie. Runęła moja dotychczasowa hierarhia wartości a slowa Ks. Twardowskiego "śpieszmy się kochać ludzi, tak szybko odchodzą" nabrały namacalnego znaczenia. Jedynym pocieszeniem jest fakt, że jeśli o to chodzi mam zero wyrzutów sumienia. Do końca byliśmy razem i rozumieliśmy się bez słów.
Powszchenie wiadomym jest, że najtrudniejszym zadaniem dla rodziców jest wychowanie dzieci na ludzi prawych, mądrych , czułych na ludzką krzywdę, odpowiedzialnych , uczciwych itd... Nie ma na to sprawdzonych recept. Oni mieli. Mało tego, mieli PATENT !!!!!
Polegał na tym, że wobec nas mego brata i mnie mieli zawsze jedno zdanie. Gdy jedno powiedziało NIE, drugie nigdy TAK i odwrotnie. Białe było białym a czarne czarnym. Nie uznawali szarości. Była to zasada nr 1 i bardzo szybko , już jako małe dzieci zorientowaliśmy sie z bratem, że jest nie do złamania.
To właśnie chciałam zastosować w swojej rodzinie. Niestety do takiego tanga trzeba dwojga a z exiem byłam w tym temacie na pozycji straconej.
Zawsze mieli dla nas czas a najmniejszy problem był ważnym i zawsze znalazło się rozwiazanie. W domu nie było tematów TABU. Był ciepły , przyjazny, otwarty dla rodiny i przyjacił a przede wszystkim bezpieczny dla nas.
Dziś, gdy patrzę na swoje nieudane związki wiem, że to o czym piszę miało ogromny wpływ na to, że wszystkie sie rozpadły. W każdym męzczyźnie szukałam Taty a Oni niestety nie dorastali mu nawet do pięt.
Poniżej mocno dziś uszczuplone stadko Taty.
Reasumując, gdyby ktoś zapytał mnie dzisiaj czy zmnieniłabym coś w swoim życiu ? Odpowiedzialabym .........NIE!!! Miałam dzieciństwo o którym wiele dzieciaków może tylko pomarzyć. Mam wspaniale dzieci ( dziś wiem, że już nie moje. exio zrobił wszystko aby tak było. Nieważne że całe życie walczyłam o to, aby wyleciały z gniazda i były po prostu szczęśliwe i wolne) i cudownych wnuków aż dwóch!!! Przeżyłam wiele wspanialych chwil i mam wspomnienia, których nikt mi nie zabierze. Doznałam prawdziwej przyjaźni i miłości trwającej wiele lat. Cieszę sie każdym dniem i wiem, że przede mną jeszcze wiele radosnych dni. Zapewne i problemów lecz przecież "co nas nie zabije, to nas wzmocni" .
Zatem jeszcze się z tobą Życie trochę pomocuję ;))))!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz