Domek zapomnienia! - Lucyna Krzemieniecka.
Był sobie raz polny skrzatek: Oczka modre miał jak kwiatek, głowkę żółtą, głos jak muszka i papucie też na nóżkach z krasnymi podeszewkami. A przyjaźnił się ten skrzatek ze wszystkimi zwięrzetami.
Niech przepiórce czy jej córce cierń w skrzydełko wlazł przypadkiem, posyłają wnet po skrzata. - Radźże, mądrym jesteś skrzatkiem! Niech w chomiczej też rodzinie do obiadu zabraknie zboża, weszło w zwyczaj, posyłają wnet po skrzata. -Radźże, radźże tak, jak możesz!
I tak skrzatek ciągle gnany, niby z wiatrem babie lato , tu szczypawce bańki stawia, tam da lekcje mysim dziatkom. Stare kosy, młode koski , powierzają mu swe troski, a najstarsze żabie ciotki zapraszają go na plotki.
Aż skrzat zmęczył się tym wszystkim. W falującym usiadł polu i rzekł:
- Już mam wyżej uszu cudzej nędzy i niedoli. Nie chce mi się dłużej słuchać, pojekiwań , biadolenia. Wiem co zrobię, wybuduję , mały domek zapomnienia. Będę mieszkał w nim cichutko, bom zmęczony jest ogromnie. Ja zapmnę tam o wszystkich, wszyscy niech zapomną o mnie!
I skrzat wybudował domek. Cichy domek błekitnawy, zaplatany w wilcze łyko, zagubony pośród trawy.
Aż skrzat zmęczył się tym wszystkim. W falującym usiadł polu i rzekł:
- Już mam wyżej uszu cudzej nędzy i niedoli. Nie chce mi się dłużej słuchać, pojekiwań , biadolenia. Wiem co zrobię, wybuduję , mały domek zapomnienia. Będę mieszkał w nim cichutko, bom zmęczony jest ogromnie. Ja zapmnę tam o wszystkich, wszyscy niech zapomną o mnie!
I skrzat wybudował domek. Cichy domek błekitnawy, zaplatany w wilcze łyko, zagubony pośród trawy.
Jak to dobrze, że nie słyszę, stękań szpaczych, raczych , ziębich...- i w fotelu z wilczomlecza, skrzat wygodnie się zagłębił.
Z dziesięć minut chyba siedział, myśląc o stu leśnych rzeczach, gdy wtem nagle się poderwał z foelika z wilczomlecza.
Oto kędyś , gdzieś w oddali, poprzez gęstwę wilczołyka, jakiś głos się biedny żalił: świerszcza lub pasikonika.
- Cóż tu robić, koniec świata! Skrzat potrzebny, nie ma skrzata.
- Chcę zapomnieć, że na świecie troski są pasikonicze. Mieszkam w domku zapomnienia, z żadną troską się nie liczę.
I znów usiadł w foteliku, co był z wilczomlecza kwiatka, lecz co chwila rożne głosy dochodziły z lasu skrzatka. I szarpały skrzatka dusze, jęki ptasie , stęki musze.
Aż skrzat wreszcie nie wytrzymał. Domku swego drzwi otwiera.
- Oj zapomniec można wszystko chyba kiedy sie umiera ! Ale póki siła we mnie , tli sie jeszcze choć tyciutko, chcę pomagać wszystkim wkoło, w ich zgryzotach , biedach , smutkach.
I znów skrzat popędził z wiatrem, gnany niby lato babie, poprzez pole to jesienne, strojne w powój , jak w jedwabie.

Dobranoc!!!! :)))!
Z dziesięć minut chyba siedział, myśląc o stu leśnych rzeczach, gdy wtem nagle się poderwał z foelika z wilczomlecza.
Oto kędyś , gdzieś w oddali, poprzez gęstwę wilczołyka, jakiś głos się biedny żalił: świerszcza lub pasikonika.
- Cóż tu robić, koniec świata! Skrzat potrzebny, nie ma skrzata.
- Chcę zapomnieć, że na świecie troski są pasikonicze. Mieszkam w domku zapomnienia, z żadną troską się nie liczę.
I znów usiadł w foteliku, co był z wilczomlecza kwiatka, lecz co chwila rożne głosy dochodziły z lasu skrzatka. I szarpały skrzatka dusze, jęki ptasie , stęki musze.
Aż skrzat wreszcie nie wytrzymał. Domku swego drzwi otwiera.
- Oj zapomniec można wszystko chyba kiedy sie umiera ! Ale póki siła we mnie , tli sie jeszcze choć tyciutko, chcę pomagać wszystkim wkoło, w ich zgryzotach , biedach , smutkach.
I znów skrzat popędził z wiatrem, gnany niby lato babie, poprzez pole to jesienne, strojne w powój , jak w jedwabie.

Dobranoc!!!! :)))!

widać taki los skrzata:))
OdpowiedzUsuń